piątek, 6 marca 2015

XXX rozdział

Zastanawiając się nad tym jak rozegrać rozmowę z Luke'iem, aby nie doszło do rozlewu krwi udawałam, że słucham wykładu nauczyciela na temat naszego społeczeństwa.
Lucy nie było w szkole. Wstrząs po ostatnich wydarzeniach wdał się jej we znaki. Starałam się jakoś do niej dotrzeć, lecz ona wypowiedziała się na ten temat krótko i zwięźle "Utnę mu jaja, a następnie podeśle paczką, aby mógł tylko na nie patrzeć."
Rozpacz w jej oczach, jak i gniew w głosie świadczył tylko o tym, że mówiła prawdę.
Wiedziałam, że znienawidziła go w jednej sekundzie, kiedy wyznał swą tajemnicę. Popierałam ją pod każdym względem, a nawet lepiej...Pomogę dziewczynie.
-Dziękuję za zajęcia, możecie wyjść.-przyjęłam słowa nauczyciela jak syrenią pieśń i niemal wybiegłam z klasy zakładając na ramię pasek od torby.
Poczułam uchwyt na swoim biodrze i odwróciłam się.
-Calum?-uniosłam zdziwiona brwi.-Cześć.
Czarnowłosy odwzajemnił uśmiech.
-Co tam? Dawno nie gadaliśmy, Alice.-objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.
Zażenowana tą sytuacją pokiwałam tylko głową.
Miałam dość paczki Hemmings'a od paru dni. Choć Cal nic nie zrobił, jego chamski podryw doprowadzał mnie do szału.
Rozejrzałam się ignorując szepty chłopaka.
Moją uwagę przykuła blond czupryna, szerokie barki i długie nogi.
Luke.
Jak na samo zawołanie głowa blondyna odwróciła się w moją stronę.
Zmarszczył brwi i przeniósł wzrok na Hood'a.
Jego zmieszany wyraz twarzy zmienił się w niecałą sekundę na chłodny i obojętny.
Czyżby był zazdrosny?
Pieprz się.
-Wybacz, musze wracać do domu Calum.-musnęłam wargami policzek chłopaka i szybko pognałam do wyjścia zostawiając go na środku holu.
Jak znam życie zajmie się inną laską, która wpadnie mu w oko i zacznie flirtować o swoich "mięśniach".
Dziś po szkole mam za zadanie wyczyścić szkolny basen -kara za próbę uduszenia Hemmings'a-. Nie spodziewałam się, że go tam zastanę, a jednak.
Czarna bluza leżała na krześle, plecak obok plastikowej nogi. Wzrokiem szukałam barczystego blondyna, lecz na marne.
Chciałam się dowiedzieć czy wiedział coś na temat Ashton'a i jego "przeszłości". Nie zostawię tak tego. Jeżeli cokolwiek wie lub udawał przede mną, że o niczym nie ma pojęcia to zobaczy mego demona.
-Witaj Lottery.-usłyszałam ochrypły głos.
Ton głosu wbijał mi małe odłamki szkła w plecy, a jego obojętność mroziła krew w żyłach.
To świadczyło tylko o tym, że nie był zadowolonym moim widokiem.
-Cześć.-zacisnęłam dłonie w pięści i podeszła do drzwi, które prowadziły do schowka.
W mojej głowie kumulowało się od pytań na temat Irwin'a. Ciekawość narastała z każdą sekundą.
-Powiedz mi Luke, dobrze wiedziałeś co ukrywa Ashton?-odwróciłam się w jego stronę.
Chłopak wpatrywał się we mnie dłuższą chwile, nawet z tej odległości spostrzegłam błękitne iskierki w jego oczach.
Był zaskoczony.
Odłożył metalowy kij, którym wyciągało się śmieci i liście.
-Może wiedziałem...Może nie.-przenikliwym wzrokiem sunął po moim ciele.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
Luke w świetle jesiennego słońca wyglądał jeszcze bardziej atrakcyjnie.
Niebieskie oczy sprawiały kolor jaśniejszy od nieba, a wargi przybrały zaróżowiony kolor.
Koszula rozpięta na dwa pierwsze guziki ukazywała bladą skórę.
Marzeniem było dotknąć jej i posmakować warg.
-Odpowiedz.-syknęłam przez zaciśnięte zęby.
W jednej chwili zapomniałam o całym pożądaniu pocałowania go i dotknięcia. W grę wchodziła moja przyjaciółka.
Wzruszył opryskliwie ramionami.
Drażnił się ze mną. Starał wyprowadzić z równowagi swoim spokojem i bezpośrednim zachowaniem.
-Wiedziałem.-odrzekł idąc w moją stronę wolnym krokiem, dłonie trzymał w kieszeniach czarnych jeasnów.
A jednak.
Spodziewałam się, że będzie zaprzeczał i w duchu chciałam, aby nie miał z tym nic wspólnego.
Dlaczego? Dlaczego chce, aby okazało się, że nie mieszał w tym swoich łapek?
-Ty dupku!-podeszłam szybko do niego i pchnęłam go z całej siły do tyłu.-Jak mogłeś! Ja ci pod jakimś względem ufałam!-nadal popychałam chłopaka nie zważając na nic.-To była jej siostra!-starałam się trzymać nerwy na wodzy.
-Właśnie, Alice. Była.-szepnął patrząc na mnie.
Rozchyliłam zszokowana wargi.
Nie wierzyłam, że mógł powiedzieć coś tak okropnego.
-Zimny z ciebie chuj!-nim się spostrzegłam pchnęłam Luke'a do wody, a on złapał mą dłoń ciągnąc do siebie.
Lodowata woda otrzeźwiła mój umysł.
Wynurzyłam się i odruchowo złapałam powietrze.
Blondyn trzymał dłonie na moich biodrach wpatrując się w moje oczy.
-Jesteś najgorszym co mnie kiedykolwiek spotkało.-otarłam twarz z wody.
Uśmiechnął się tajemniczo i przyciągnął mnie do siebie.
Twarz Hemmings'a znalazła się tuż obok mojej.
-Jesteś podłym hipokrytą.-uderzyłam go z pięści w pierś.
Ale to nic nie podziałało, nadal przekraczał mety odległości miedzy naszymi ciałami.
-Zamknij się, Lottery.-przejechał kciukiem po mojej dolnej wardze.
Tak czuły gest, u tak zimnego chłopaka.
Moje ciało zastygło widząc wzrok niebieskookiego na swoich wargach.
Niepokojąco pragnęłam, aby uciec z jego objęć jak najdalej.
Przyległ swoimi wargami do moich, a w tym momencie wszystko wokół stało się niczym, w przeciwieństwie do nas.
Uległam jego ciepłym wargom, tak samo delikatne jak w śnie.
Jedno otarcie warg doprowadziło do namiętnego pocałunku, w którym aż iskrzyło od rozkoszy, której nam dawał.
Płonęłam od środka, pragnęłam więcej. Moje usta zachłannie próbowały, każdego skrawka jego ust. Dłoń przesunęła na bark chłopaka i wtedy uderzyła we mnie cała prawda.
Co tak właściwie w tej chwili robię.
Odsunęłam się gwałtownie.
Mój pierwszy pocałunek został skradziony, a ja nie zaprzeczałam.
-Nie, nie.-wyskoczyłam z wody, pobiegłam po torbę.
To niemożliwe.
Spojrzałam na Luke'a, którzy patrzył się w moja stronę zwilżając wargi.
Szybki krokiem opuściłam teren basenu.
Nie chciałam, aby to się stało. Jak mogłabym być tak głupia? Dać się podejść?








====================================================================
Witam!
Przepraszam za opóźnienie!
Mamy 30!
Pocałunek  uwirfbiwubf
piszcie opinie w komentarzach i na twitter'rze pod hashtag'iem - "lmafnFF"
Do nn :) 

poniedziałek, 9 lutego 2015

XXIX rozdział





Pakując swoje rzeczy rozmyślałam nad ostatnimi wydarzeniami. Luke-dupek- rujnuje mi życie, moja przyjaciółka zaczęła spotykać się z Irwin'em z resztą chłopaków mam taki sam kontakt jak wcześniej. Teraz po szkole zamiast odpoczywać i oglądać nowe odcinki serial, będę sprzątać basen szkoły! Ale co jest w tym najzabawniejsze, o tuż to, że moim towarzyszem będzie Luke pospolity dupek Hemmings. Z radości zacznę śpiewać Alleluja.
-Gotowa?.-siostra podeszła do mnie.-Spakowałaś potrzebne rzeczy?
Pokiwałam głową.
Umówiłam się z Lucy na wspólny weekend u niej. Dawno nie spędzałyśmy czasu razem, więc czemu by tego nie naprawić?
-Przejdę się.-wymamrotała, kiedy Ton zadała podstawowe pytanie "podwieźć cię?".
Zawiesiłam torbę na ramieniu i zbiegłam na dół, ubrana pożegnałam się z Tony i wyszłam z domu.
Moje kontakty z siostrą oziębiły się, przez moje opuszczanie szkoły i ucieczkę z domu. Oczywiście nie wspomniałam, że 90% z tego to wina blondyna, który pogrąża mnie z dnia na dzień.
Po kilkunastu minutach zapukałam do drzwi przyjaciółki, otworzyła je z wielkim uśmiechem na twarzy.
Przywitałyśmy się uściskiem i pobiegła do kuchni.
-Jak tam?-uniosłam brwi rozbierając się, wzięłam torbę z podłogi i pognałam za nią.
Podała mi szklankę z wodą i cytryną.
-Wszystko układa się dobrze, a u ciebie? Ostatnio chodzisz często zdenerwowana.-upiła lyk napoju spoglądając w moją stronę.
Gdybyś tylko wiedziała.-powiedziałam w myślach.
-Stresują w szkole, wiesz niedługo przerwa świąteczna i koniec semestru. Męczą strasznie.-westchnęłam cicho.
Po części to prawda, nie chce jej opowiadać o tym co się dzieje między mną a nim. Zaraz by było gadanie o tym jak to się stało i co o tym myślę. Mam dość gadania i tłumaczenia się, moja opiekunka już tego nadużyła.
-Głodna? Zrobiłam sałatkę i makron z kurczakiem.-wyjęła miskę z lodówki.
Odłożyłam torbę na bok i wyjęłam talerze.
Jadłyśmy i rozmawiałyśmy o nowych projektach jej matki, która niedługo wyprawia pokaz mody.
-Pyszne, dziękuję.-umyłam naczynia.-Musisz mi podać przepis, już rok czasu na niego czekam.-zaśmiałam się cicho.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i zmarszczyłam brwi.
-Zapraszałaś kogoś jeszcze?-zerknęłam na brunetkę.
Pokręciła przecząco głową i pobiegła w stronę drzwi.
Poszłam za nią i oparłam się o ścianę, uniosłam brew widząc Ashton'a.
-Cześć.-odchrząknęłam.
Zdjął buty i odgarnął włosy z twarzy.
-Możemy pogadać? Na osobności?-patrzył wyczekująco na dziewczynę.
-Oczywiście.-odrzekła i poszli w stronę salonu.
Pobiegłam na schody, które prowadziły na piętro. Z tego miejsca będę wszystko idealnie słyszeć.
-Co jest, Ash?-usłyszałam ciepły i troskliwy głos Lu.
Co chwile do moich uszu docierały westchnięcia chłopaka.
-To trudna sytuacja.-odrzekł ociężale.
Zmarszczyłam brwi.
No chłopie, dawaj nie bądź baba. Ciekawość zżerała mnie od środka, ale co mogłam zrobić prócz czekania wytrwale? Tylko ogrzewać chodniczek na schodku pode mną.
-Ashton, powiedz.-skrzypienie sprężyn uświadomiło mi, że przybliżyła się do niego.
-Proszę, tylko nie znienawidź mnie.-wychrypiał.
Cholera. Mam wrażenie, że ta wizyta nie wróży nic dobrego.
-Dlaczego miałabym to zrobić?-wyszeptała.
Westchnęłam zirytowana.
No ludzie, ileż można owijać w bawełnę?
-Pewnego wieczoru, wracałem z imprezy i po prostu jedna dziewczyna była mną "zajęta". Sądziłem, że nie jestem pijany i zjarany, ale myliłem się. Uciekłem, cały czas uciekam od tego zdarzenia, ale już nie mogę. Zależy mi na tobie i musze ci to powiedzieć.-wypuścił wolno i głośno powietrze.-Ja to zrobiłem, ja potrąciłem twoją siostrę.
Zakryłam usta dłonią i zachwiałam się, sturlałam się w dół i opadłam na plecy.
Wydałam z siebie zdławione jękniecie.
-Wyjdź.-dziewczyna podniosła głos.
-Lucy, proszę cię. Ja.. Wybacz mi.-przemówił błagalnie.
Czołgałam się, aby przejść na koniec korytarza. Nie chciałam być zauważona w takiej sytuacji.
-Wyjdź z mojego domu!-krzyknęła.
Trzask drzwi doszedł do moich uszu. Wyszedł.
Wstałam pośpiesznie i pobiegłam do salonu.
Lucy siedziała na kanapie cała zalana łzami, weszła na sofę i objęłam ją szczelnie.
-Przykro mi, tak cholernie bardzo. Dupek z niego, że się wcześniej nie przyznał.-odgarnęłam jej włosy.
-Jutro mieliśmy iść na randkę.-wydukała.-Miałam ochotę go uderzyć. Myślałam, że to odpowiedni chłopak, lecz myliłam się.
Głaskałam kojąco jej włosy, opowiadając o Irwin'ie jak najgorsze rzeczy.
Takie sprawy pocieszają dziewczyny, w jakiś sposób.
Chciałam, aby o tym zapomniała. Mieć magiczną różdżkę, żeby wymazać jej to z pamięci. To żałosne jak bardzo można się mylić co do ludzi, niby są z nami szczerzy, ale gdzie to upewnienie? Każdy skrywa jakiś mroczny sekret w sobie, który go dusi i uciska latami. Żal mi go z jednej strony, ale teraz on zasługuje na cierpienie, nie Lucy. Po tym co przeszła po śmierci siostry, zmiana szkoły, domu. Gdzie tu sprawiedliwość?
Och, niech tylko się dowiem, że Luke maczał w tym swoje łapy. Uduszę go i zakopie w swoim ogródku, a zamiast nagrobka posadzę kwiaty.






--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Witam!
Jest 29!
Piszcie opinie!
Prawie 20tyś wyś!
Dziękuję!
Kocham was! :)







niedziela, 25 stycznia 2015

XXVIII rozdział

Luke POV'S








Muzyka >KLIK<




Jakim byłby człowiekiem Luke Hemmings bez spóźnienia? Prawdopodobnie nie byłby on sobą, przecież ma na wszystko czas. Nigdzie mu się nie śpieszy.
Zakpiłem w myślach z samego siebie.
Nie było mnie na czterech pierwszych lekcjach, a dlaczego? Och, mój budzik zrobił poranny strajk i nie zamierzał wydać z siebie wkurzającego dźwięku. Przysięgam, że wypierdolę złom na śmietnik lub sam rozwalę tłuczkiem do mięs. Chociaż po co wysilać się i jeszcze bardziej denerwować? Dam go Calum'owi, on dziecko technologii zrobi z nim porządek.
Pchnąłem drzwi od stołówki i pierwsze co mi się rzuciło w oczy to stolik po lewej.
Uśmiechnąłem się pod nosem widząc szczupłą sylwetkę blondynki i słysząc piskliwy głos.
Poprawiłem kosmyki włosów i podszedłem wolno w jej stronę, stojąc za nią zakryłem dłońmi jej oczy.
-Akuku.- szepnąłem jej do ucha.
Spojrzałem na jej policzek, który uniósł się w lekkim uśmiechu.
-Lucas.- zdjęła moje ręce.
Usiadłem na krześle obok niej i przyjrzałem się dokładnie.
-Mało śpisz? Masz takie wory jakbyś tygodnia nie przespała, może to część twojej kary?- uniosłem rozbawiony brwi.
Zmarszczyła nos patrząc na mnie.
-Zatrzymaj swoje docinki dla siebie.-prychnęła.
Potarłem swoją brodę.
-Alice, Alice.-szturchnąłem ją łokciem.-Dobrze, że przefarbowałaś się na naturalny kolor.-pokiwałem głową i dmuchnąłem na kosmyki jej włosów, które uniosły się i znowu opadły.
Zmierzyła mnie surowym wzrokiem. 
Uśmiechnąłem się szerzej i puściłem jej oczko.
Czemu lubię ją denerwować? Odpowiedź jest prosta. Alice Lottery, kiedy jest zirytowana jest jeszcze bardziej słodka, jej czerwony odcień policzków dodaje jej charakteru, a zaciśnięte wargi aż same proszą się o uwolnienie i namiętny pocałunek.
Sięgnąłem po butelkę z wodą i odkręciłem ją upijając łyk napoju.
-Jak siostra zareagowała na ucieczkę? Wspominałaś jak było ci dobrze?-hamując śmiech patrzyłem na jej profil wytrwale.
Walnęła pięścią w stół i odwróciła się w moją stronę, zacisnęła pięść na mojej koszuli przyciągając do siebie.
-Słuchaj Hemmings nie mam och...
Przyłożyłem palec do jej warg.
-Shh..Alice nie przy ludziach, ochłoń.- chlusnąłem wodą prosto w twarz blondynki.
Odsunęła się gwałtownie.
Ciecz zalała koszulkę dziewczyny opinając biały, koronkowy biustonosz.
-Ou.- zaśmiałem się mierząc ją wzrokiem.
Zacisnęła w pięści swoje drobne dłonie i popchnęła mnie, tak mocno, że opadłem na ziemie. Usiadła na mnie okrakiem i ułożyła dłonie na mojej szyi.
Stara się mnie poddusić? To by nawet niemowlęcia nie zabiło.
Śmiałem się cicho patrząc na nią.
-Ty idioto.-wycedziła przez zaciśnięte zęby.-Myślisz, że wszystkie rozumy pozjadałeś?-mocniej ścisnęła dłonie na mojej szyi.
Uniosłem brwi, przekręciłem nas.
Leżała pode mną przerażona, ułożyłem dłonie na poziomie jej głowy.
Usłyszałem za sobą chichot jej przyjaciółki.
-Złaź.-uderzyła pięścią w moją klatkę piersiową.
Wydąłem dolną wargę.
-Teraz ono przez ciebie krwawi.-pokazałem na miejsce gdzie znajduje się serce.-Wstydź się Lott.
Uśmiechnąłem się szeroko.
-Miss mokrego podkoszulka to ty nie będziesz.-odrzekłem prawie śmiejąc się.
Poczułem uścisk na swojej koszuli, zmarszczyłem brwi.
Po chwili stałem już na wyprostowanych nogach.
Spojrzałem na osobę, która odciągnęła mnie od Alice.
Dyrektorka złowrogo na mnie spoglądała, nadal trzymając moją koszulę.
-Co wy robicie? Dlaczego ona jest mokra?-uniosła swoje brwi, ukazując zmarszczki na czole.
Wzruszyłem ramionami.
Co mam jej powiedzieć? Że staram się ją rozwścieczyć bo mi się nudzi? Aby zwróciła na mnie uwagę? Och, no błagam.
-Do mojego pokoju, w tej chwili.-puściła mnie i poszła dalej z grupą mężczyzn ubranych w garnitury.
Sięgnąłem po swój plecak.
-Zadowolony?!-dziewczyna zawiesiła torbę na ramieniu.-Nienawidzę cię.-szybki krokiem wyszła ze stołówki.
Pobiegłem za nią, ale nie miałem zamiaru się odezwać.
Wykrzyczała przed całą szkołą, że mnie nienawidzi. Więc po co mam się wypowiadać, jeszcze przejdzie do rękoczynu.
Weszliśmy do gabinetu dyrektorki, usiadłem na krześle po prawej stronie. Rzuciłem plecak pod nogi, rozglądałem się po pomieszczeniu.
Kątem oka obserwowałem blondynkę.
Nerwowo bawiła się palcami i przygryzała wargę.
Po paru minutach kobieta po 40 weszła do pomieszczenia.
-Witam was.-usiadła na skórzanym fotelu za biurkiem.-Czy wiece co właśnie zrobiliście? Odebraliście szansę naszej szkole na zdobycia najlepszego miejsca w całym mieście, za dobre sprawowanie i poziom ocen. Czekałam na ten dzień latami, a wy.-pokazała na nas.-Schrzaniliście sprawę.-wstała.-Tydzień prac społecznych, zaczniecie od basenu szkolnego.-patrzyła za okno.-Proszę wrócić na lekcje.
Założyłem plecak i opuściłem pokój.
Tydzień prac z Alice w roli głównej? Czego mogę chcieć więcej?
-Do zobaczenia, Alice.-mrugnąłem do niej i odwróciłem się w stronę wyjścia.
Słyszałem przed wyjściem mamrotanie dziewczyny, wsiadłem do auta i odpaliłem silnik.
Wjechałem na jezdnie.
Chce już się znaleźć w domu, dokończyć piosenkę i przygotować się do występu.
Mam ostatnio tak dużo na głowie, sam się sobie dziwię, że postanowiłem się wybrać do tej budy. Po co mi to? Moja przyszłość i tak się oprze na muzyce.
Zaparkowałem przed domem i zgasiłem silnik, wysiadłem biorąc plecak z miejsca pasażera.
Wszedłem do domu i uniosłem brwi widząc Ashton'a w kuchni.
-Siema.-skinąłem do niego i rzuciłem torbę na ziemie.
Przeszedłem przez salon i sięgnąłem po szklankę, która znajdowała się na blacie.
Zerknąłem na chłopak, który trzymał w dłoni kubek, po chwili szkoło rozprysło się na kilkanaście kawałeczków i opadło na kafelki.
-Dzięki, to był mój ulubiony.-pokręciłem głową i zebrałem szkło.-Biedny miś ląduje w koszu.-wyrzuciłem odłamki.-Co jest?-wskoczyłem na blat.
Jego depresyjny wzrok wskazywał tylko jedno. Cóż mogę powiedzieć, stare dzieje i tak kiedyś kopną nas w tyłek szybciej niż zdążymy się odwrócić.
-Nie wiem co robić, Luke. To mnie już przerasta, zapomniałem o tym. Ale to znowu wróciło, mam to non stop w głowie. Czuje się jakbym został zmiażdżony, boje się.-potarł twarz dłońmi.
Mieliśmy już taką sytuację, tylko wtedy było bardziej agresywnie i zamiast rozwalać kubki w dłoni, były one rzucane w siebie nawzajem.
-Może przyszedł czas, aby prawda zobaczyła światło dzienne, Ash. Kiedyś musiało do tego dojść, każdy ponosi za coś konsekwencje.-wzruszyłem ramionami.
Tak jak ja dziś z Alice, tylko że moje konsekwencje są mi mile widziane.
-Wiem, chyba to zrobię.-spojrzał na mnie.-Dzięki za pomoc.-uśmiechnął się lekko.
Pokiwałem głową.
-Jesteśmy kumplami, to normalne, że ci pomogę.
Pomoc można zawsze, ale czasami się warto zastanowić czy jest ona kierowana w dobrym znaczeniu.






------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam!
Jest 28!
Wybaczcie że dopiero teraz, ale wcześniej miałam dużo na głowie.
Piszcie opinie w komentarzach.
Do następnego.
Kocham was! :)

poniedziałek, 29 grudnia 2014

XXVII rozdział





Muzyka >KLIK<






Na przywitanie od siostry, zostałam zalana milionami pytań typu: Gdzie byłaś? Znowu opuściłaś szkołę? Co się z tobą dzieje? Czy ty wiesz, że ja prawie dostałam zawału?
Po wysłuchaniu wszystkich kazań i szlabanu - jednak się załapałam- pomaszerowałam do pokoju oburzona. Cały gniew na siostrę, przeniosłam na biednego, różowego jaśka.
Mam zakaz wychodzenia z domu do końca miesiąca. Świetnie. Czego chcieć więcej?
Po przebudzeniu, zostałam zawołana na "rodzinne" śniadanie z Rick'iem. Wysłuchiwałam ich rozmów na temat świąt i zbliżającego się nowego roku. Nie chce spędzać z nim gwiazdki, działa mi na nerwy samym spojrzeniem i tym sztucznym uśmieszkiem. Po śniadaniu wróciłam do pokoju i napisałam SMS-a do Luke'a o treści:
Szlaban, zakaz wychodzenia
Po niecałej sekundzie dzwonek, który sygnalizował połączenie rozbrzmiał w całym pomieszczeniu.
-Tak?- odebrałam nie patrząc kto dzwoni.
-Bądź gotowa za... Już.-zachrypnięty głos Hemmings'a dotarł do mojego ucha.
Zmarszczyłam brwi słysząc pikanie, co świadczyło o zakończonym połączeniu.
Wyjrzałam przez okno, nadal trzymając w dłoni komórkę. Ujrzałam czarnego, matowego Jeep'a.
Przeklnęłam pod nosem.
Jeżeli siostra go zobaczy to po mnie i po nim. Nie mogę przekroczyć progu domu, są wyjątki jak szkoła lub zakupy z Ton. Ale to jest karalne w kodeksie zasad szlabanów. Istnieje coś takiego jak "kodeks zasad szlabanów"?
-Alice!-usłyszałam męski glos wołający moje imię.
Wyszłam na balkon i spuściłam głowę w dół, widząc blondyna zacisnęłam usta w cienką linię.
-Skocz.- mówił cicho.
Zmarszczyłam czoło i pokręciłam gwałtownie głową.
-Oszalałeś! Chcesz abym jechała na ostry dyżur?!- krzyknęłam nie zważając na siostrę.
Pokazał placem, abym była cicho i schodziła na dół.
Przełknęłam ślinę.
Włożyłam telefon do kieszeni jeansy'ów i przerzuciłam nogę przez barierkę, następnie drugą. Złapałam rynnę i powoli zjeżdżałam w dół, ręce ślizgały się na wilgotnie powietrzni plastiku. Z piskiem spadłam w dół, lądując w męskich ramionach. Otworzyłam, przedtem zamknięte oczy i spojrzałam na Luke'a, który wyglądał na nieco sfrustrowanego.
Wydukałam cicho przepraszam i wydostałam się z jego ramion. Poprawiłam spodnie.
-Ona mnie zabije.- mamrotałam pod nosem idąc za chłopakiem.
Nerwowo mierzwiłam włosy, oglądając się za siebie i wyszukując wzrokiem czy przypadkiem Tony nie biegnie za mną z krzesłem i łańcuchem.
Głośna muzyka dochodząca z wozu niebieskookiego jeszcze bardziej pogłębiła moją osobę w przekonaniu, że siostra za monet wpadnie w furię, jak zobaczy pusty pokój i mnie uciekając na spotkanie z przyjaciółmi. Za karę wyśle moje papiery do szkoły z klasztorem i będę miała kontakt tylko z nią, habit będzie moim jedynym ubiorem, a telefony i inne urządzenia będą spalone na stosie. Spędzę tam resztę życia na modlitwie i czytaniu świętej księgi, a moje starania w ucieczce zostaną nic nie znaczącym fiaskiem.
-Alice.- pstrykniecie placami otrząsnęło moje myśli.
Spojrzałam na Mike'a, którego włosy parzyły oczy krwistą czerwienią.
Co mu się stało? Wpadł do wiadra z czerwoną farbą? Może pomylił farbę z szamponem?
Zaśmiał się i wysiadł, objął mnie w tali i przytulił unosząc delikatnie do góry.
-Witaj, Alice.- cmoknął zaróżowionymi wargami moją skórę na policzku.
Objęłam rękoma jego szyję, ułożyłam głowę na ramieniu i wdychając męskie perfumy Michael'a zamknęłam oczy.
Tęskniłam za nim. Jest jedną osobą, z którą trzymam się najbliżej z ich paczki. Tęsknota za śmiechem, głupkowatym gadaniem i przytulaniem chłopaka dopiero teraz się odezwała.
-Tęskniłam.- wymamrotałam do ucha Clifford'a.
Zaśmiał się cicho i odpowiedział.
-Ja też.- puścił mnie i odsunął się.- Wsiadaj.- otworzył drzwi od tylnego siedzenia.
Bez słowa zrobiłam to co powiedział i zapięłam pas.
Prawdopodobnie jak wrócę to moje życie będzie wyglądać nieco inaczej niż parę dni przed. Najbardziej się obawiam, że dostanę nowy zakaz i obowiązek sprzątania całego domu, aż do końca roku. Co ja robię ze swoim życiem?
Samochód wyjechał na jezdnię z piskiem opon, oparłam głowę o szybę przyglądając się rozmazanym obrazom przez prędkość z jaką jechaliśmy.
Po paru minutach auto się zatrzymało, a ja wysiadłam. Potarłam swoje ramiona czując chłód. Jak, że mogłabym go nie czuć skoro mam na sobie cienką bluzkę na trzy czwarte rękaw. Chłopacy wysiedli, Luke objął mnie ramieniem przyciskając do siebie, aby trochę ogrzać moje zmarznięte ciało. Mike idąc przed nami, wysyłał głupkowate SMS-y do Calum'a twierdząc, że ten pajac sam go prowokuje. Weszliśmy do środka pizzerii, ramie blondyna przestało mnie obejmować. Zauważyłam wzrok Lucy, który przyciskał mnie mentalnie do ściany i krzyczał "co do cholery?!".
Pomaszerowałam ze spuszczoną głową do stolika i usiadłam na przeciwko przyjaciółki, obok niej siedział Ashton, a na krawędzi Hood.
Uśmiechnęłam się do chłopaków i przywitałam się z nimi.
Po dłuższej kłótni miedzy nami zdecydowaliśmy się jakie pizzy zamawiamy. Kelner przyniósł napoje i sztućce. Rozmawiałam z Sage o moim szlabanie i czemu się nie odzywała od tygodnia. Tłumaczyła się, że ma dużo roboty i zabrakło jej czasu nawet na głupi telefon do mnie.
-Jedzenie.- Cal klasnął uradowany na widok dwóch ogromnych tac, które znalazły się na blacie stołu.
Sięgnęłam po widelec, który opadł z brzdękiem na podłogę.
Z skrzywionym wyrazem twarzy weszłam pod stół w poszukiwaniu widelca.
Rozglądałam się, aż przed moimi oczami ukazał się niezbyt chciany do zobaczenia obraz. Dłoń Ashton'a spoczywające na udzie Lucy, a place podwijające materiał jej czarnej, krótkiej spodniczki.
Boże wypowiedziałam bezgłośnie, nadal przyglądałam się całej sytuacji i jego palce dalej podwijały ten cholerny materiał! A ona nic z tym nie zrobiła, tylko położyła swoją dłoń na jego. Co tu się dzieje?! Chciałam natychmiast wstać, moja głową odbiła się od spodu blatu, wydając dziwny odgłos.
-Alice? Wszystko, okay?- poczułam lodowatą dłoń na dole pleców.
Wróciłam na swoje miejsce i poprawiłam włosy.
-Wszystko dobrze.- zaśmiałam się nerwowo.
Wzięłam kawałek pizzy i ugryzłam zapychając buzie, aby nic nie mówić. Wszyscy spoglądali na mnie chwile, po czym wrócili do jedzenia.
-Macie rodzeństwo?- spytał Mike.
Przeniosłam wzrok na Lu, która przestała się uśmiechać. Spuściłam wzrok na swoją pizzę.
-Miałam.- zaczęła.- To stało się rok temu w Londynie. Lauren poszła na imprezę, choć rodzice jej zakazali. Gdy wracała i chciała przejść przez ulicę, jakiś kretyn nie zauważył jej i potrącił ją. Miała dużo obrażeń i zmarła tej samej nocy. Facet uciekł i nie ma po nim śladu.-patrzyłam na nią zatroskana.
Ashton odsunął się od niej i tą samą dłoń, którą macał jej nogę, ułożył na stole. Wpatrywał się znacząco w Luke'a, który nie wzruszony jadł pizzę.
-Przykor nam.- Cal i Michael powiedzieli równocześnie.
Po skończonym posiłku w ciszy, opuściliśmy lokal. Chłopcy pojechali z Ash'em, a ja i Lu z Luke' iem.
-Cześć.- ucałowałam policzek przyjaciółki.- Trzymaj się kochana.- przytuliłam ją ostatni raz.
Wysiadła i skierowała się do domu. Odprowadziłam dziewczynę wzrokiem po same drzwi.
-Teraz ja.- spojrzałam na blondyna.
Uśmiechnął się pod nosem.
-Może wcale nie chce cię zawieść do domu?- uniósł rozbawiony brwi przypatrując się mojej twarzy.
Pokręciłam głową.
-Siostra mnie zabije.- wymamrotałam hamując uśmiech.
Odpalił silnik.
-Nas.- poprawił mnie i wjechał na pustą ulicę.
Skręciła nie w tą uliczkę co prowadzi do mojego osiedla, a ja zrezygnowana zsunęłam się na fotelu.
Powiem jej, że to jego wina. Szantażował mnie i zastraszał, byłam w potrzasku. Wymyśle jakąś bzdurę, w którą nie uwierzy i mój żywot dobiegnie końca. Ale nie polegnę samotnie, Luke także weźmie za to odpowiedzialność.




=======================================================================






Witam!
Przepraszam za takie opóźnienie
Mamy 27!
Piszcie komentarze (to bardzo motywuje)
Jeżeli chcecie być powiadamiani na tt to piszcie w komentarzach usery.
Dziękuje za liczbę wyświetleń i miłe komentarze.
Liczę, że wam się spodoba.
Do nn x
Kocham was! :)

niedziela, 30 listopada 2014

XXVI rozdział



Muzyka >KLIK<












Stojąc i wpatrując się w nowo zmieniony plan, wyzywałam wszystkich na czym świat stoi. Jak można wpisać komuś 6 godzin matematyk w tygodniu? Do tego dwie pod rząd, moje świadectwo pójdzie na gorsze dno niż przeczuwałam.
Zrezygnowana westchnęłam i potarłam czoło. Poczułam na swojej tali silny uścisk, dreszcz przeszedł przez moje ramię, które stykało się z klatką piersiową Luke'a.
-Cześć.- szepnął mi do ucha, łaskocząc skórę swoim oddechem.
Uśmiechnęła się pod nosem i spojrzałam w dół. Ręka chłopaka trzymała mnie twardo w pasie. Wiedziałam, że wpatruje się w moją osobę, uczucie obserwowania i mój instynkt działa niezawodnie. Moje serce zostało sparaliżowane.
-Chciałabyś gdzieś ze mną pojechać? Hm?-szeptał cicho, aby nie usłyszała go dziewczyna stojąca obok. Udawało mu się to. Byłam pod wrażeniem, że słyszę głos blondyna doskonale.
Pokiwałam głową, dając znak, że zgadzam się i aby kontynuował.
-Komu w drogę, temu czas.- pociągnął moją dłoń, wpadłam na niego, potykając się o buty niebieskookiego.
Zaśmiał się cicho, splótł nasze place i pomógł mi stanąć na nogi.
Pokręciłam rozbawiona głową, ruszyliśmy do wyjścia.
Czemu nie dziwi mnie, że opuszczam już drugi dzień szkoły przez Hemmings'a? Pierwszy zostałam porwana, teraz idę z własnej woli. Alice, buntowniczka pierwsza klasa. Teraz mogłabym zaśpiewać piosenkę Charli XCX - Break The Rules.  
-Siostra nie była zła, że wróciłaś mokra do domu?- uniósł brwi uśmiechając się głupkowato.
Przewróciłam oczami hamując uśmiech.
-Zadawała zbędne pytania.-odrzekłam.
Zwilżył usta.
-Co jej powiedziałaś?
Zaśmiałam się.
-Że psychol z mojej klasy zabrał mnie do wesołego miasteczka, a później zrobił małą karuzelę miedzy tryskającą wodą.- przemówiłam poważnym tonem.
Otworzył szerzej oczy.
-Żartuje!- klepnęłam ramię chłopaka.
Pokręcił głową.
-Mogę nie lubić cię przez chwilę?- uśmiechnął się ukazując zęby.
Zastanowiłam się.
-Hm, odpowiedź brzmi, nie.- zachichotałam.
Otworzył drzwi od strony pasażera.
-Wsiadaj.- puściłam zimną dłoń i wsiadłam.
Zatopiłam się w najwygodniejszym siedzeniu,  jakimkolwiek mogłam siedzieć.
-Uwielbiam to auto.- westchnęłam.
Odpalił silnik.
-Nie tylko ty.-wjechał na ulicę i od razu dodał gazu.
Jak się nie mylę jechaliśmy około godziny, wyglądałam przez szybę patrząc na nowe otoczenie. Pierwszy raz jestem w tym miasteczku, stare domki z drewna lub cegły. Niektóre bardziej zadbane inne wyglądały na opuszczone.
Moje ciekawość sięgała zenitu, szukałam jakieś wskazówki od Luke'a. Ale on kierował skupiony i od czasu d czasu szczerzył się do mnie jak popieprzony.
-Jesteśmy!- zaparkował przed białym domkiem.
Wyglądał na jednorodzinny, czarny dach świetnie kontrastował z śnieżnobiałym kolorem ścian.
-Co tu robimy? Gdzie ja jestem? - rozglądałam się nerwowo.
Uniósł ręce.
-Spokojnie. Jesteśmy u moich dziadków. Tu się częściowo wychowałem. - wysiadł.
Także wysiadłam i podeszłam do niego.
-Kto tu mieszka prócz dziadków?- w oczy rzucił mi się najnowszej klasy mercedes.
Zablokował auto.
-Mam dwóch braci. Jeden tu mieszka od śmierci żony, drugi 20 kilometrów stąd.-wzruszył ramionami.- Mają na imię Ben i Chris. Żona Ben'a miała wypadek samochodowy, dzieci przeżyły lecz jej nie potrafili uratować.- otworzył drzwi od domu.
Przepuścił mnie, stanęłam w progu. Zdjęłam kurtkę i buty.
-Nie będę przeszkadzać?
Pokręcił przecząco głową i poszedł w głąb domu. Dreptałam za nim krok, w krok.
-Ben?- krzyknął Luke.
Zza ściany wyjrzała mała dziewczynka, w różowej sukience.
-Luke!- krzyknęła, podbiegła do chłopaka i przytuliła się do jego nóg.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
Czy było to urocze? Rzeczywiście, kto by przypuszczał, że Hemmings, niegrzeczny, zagubiony chłopczyk może okazać się zwolennikiem dzieci.
Wziął ją na ręce i poszedł w stronę kuchni.
-Ktoś tu jest Lola?
Czy wspominałam, że zawsze chciałam mieć na imię Lola? To bardziej do mnie pasowało niż, Alice.
-Alice z krainy czarów nam gdzieś zginęła.- rozglądał się.- O tu jest. To moja bratanica, imię już znasz. Młodsza córka mojego brata.
Dziewczynka uśmiechnęła się do mnie, objęła rączkami szyje blondyna.
-Luke?- usłyszałam zachrypnięty kobiecy głos.
Odsunęła się na bok, starsza kobieta podeszła do swojego wnuka.
-O.- powiedział zniesmaczonym tonem.- Babcia.-zmierzył kobietę wzorkiem.
Zachowałam ostrożną odległość od ich dwójki, widziałam po zachowaniu Luke'a, że nie jest zachwycony jej widokiem.
-Przyjechałem odwiedzić was i pokazać coś Al.- zwrócił wzrok na moją osobę i wykrzywił swoje wargi w łobuzerskim uśmiechu.
-A tego żelastwa z ust jeszcze nie zdjąłeś?- pokręciła rozczarowana głową.
Zmarszczyłam brwi.
Może i nie powinnam się wtrącać, ale to jego sprawa jak będzie się ubierał i co będzie miał na twarzy. Nie ma prawa mówić mu czy ma zdjąć to "żelastwo", to najgorsze czucie, kiedy nawet rodzina cię nie akceptuje.
Przygryzł wargę i uśmiechnął się.
-Nie.- zaakcentował każdą literę, tego słowa.- Idź zawołaj tatę.- postawił Lolę na nogi.
Dziecko pobiegło przed siebie, śpiewając nie znaną mi piosenkę.
-Ubierz się, pokaże ci fajne miejsce.- kiwnął w moją stronę.
Ubrałam buty i kurtkę, odwróciłam się i moim oczom ukazał się gotowy Hemmings.
-Idziemy.- otworzył drzwi.
Wyszłam na zewnątrz, przywitał mnie chłodny powiew. Włosy zakryły moje oczy, odgarnęłam je i schowałam najdłuższy kosmyk za ucho.
Poczułam dłoń na swoich plecach, którą lekko popchała mnie do przodu.
Zaśmiałam się i spojrzałam do góry.
-To było dziwne, tam w domu.- schowałam dłonie do kieszeni.- Czemu macie taki kontakt?
Milczał dłuższą chwilę, po czym odrzekł.
-Po stracie dziadka, zmieniła się. Jest zapatrzoną w siebie suką, czepia się mnie o byle co. Jak dobrze pamiętam to on wykończyła własnego męża, a niby go kochała.- parsknął.
-Tęsknisz za nim? Za dziadkiem?- patrzyłam jak para z moich ust rozpływa się w powietrzu.
Westchnął głośno.
-Nie wiem, nie spędzaliśmy za dużo czasu.
Nie zadawałam już więcej pytań, wolałam aby sam mi opowiedział jak to u niego jest i co się działo. Jestem pod dużym wrażeniem, że otworzył się przede mną i opowiedział swój pogląd na całą sytuacje.
Przeszliśmy przez ulice, rozglądałam się i przyglądałam, każdemu miejscu, które przykuło moją uwagę. Ta miejscowość była na prawdę ładna i spokojna, przypominała mi jedną z tych zaczarowanych krain. Wyglądało na zwykłe miasteczko, które kryło różne niesamowite rzeczy i stworzenia. Opadające złote liście, piękne kontrastujące kolory złota i czerwieni. Czułam się jak w bajce. Jak to Luke określił "Alice z krainy czarów". Perfekcyjność tego miejsca pochłaniała mnie z każdym krokiem, spojrzeniem. Wszystkie domki były białe, dachy zabarwione na bordo lub czerń odbijały mrocznym tonem od pozostałości. Mogłabym tu spędzić resztę swojego nudnego życia. Założyłabym tu -gdybym miała z kim- rodzinę i raczej byłabym szczęśliwa. Raczej, czy powinnam użyć tego określenia? W naszym życiu nie powinno być niepewności lub niedociągnięć. Żyje się raz i wszystkie nasze decyzje powinny stanowić 100% pewności. Decyzjami układamy własne życie i przyszłości, zakładane cele.
-To tu.-chrapliwy głos dotarł do moich uszu.
Uniosłam wzrok i zobaczyłam najpiękniejszy widok w całym moim dotychczasowym istnieniu.
-Wow.- wykrztusiłam cicho.
Przed nami znajdowało się małe bajorko i ściana, po której spływała ciecz. Mieniąca się obłędnie woda w promieniach słońca, zamieniła się w mój ulubiony widok.
Podeszłam nieco bliżej.
-Jak znalazłeś to miejsce?- westchnęłam z zachwytu.
"Wodną ścianę" obrosły jasnozielone rośliny, tworzące różne wzory. Białe kwiaty przypominały małe różyczki.
-Byłem mały i ciekawski.- usiadł na trawie.
Spojrzałam na niego i pokiwałam głową z uśmiechem, usiadłam obok.
-Pięknie tu.
Obserwowałam, każdy punkt tak dokładnie. Starałam się zapamiętać najbardziej czarujące szczegóły.
Siedzieliśmy, a godziny mijały. Powoli stawało się ciemno, a mój organizm dopadło zmęczenie.
-Luke.- ziewnęłam.- Wracajmy.- odwróciłam się do blondyna, który spokojnie drzemał.- Luke!
Otworzył oczy. Zmierzwił swoje włosy i powoli się podniósł.
-Co?- spytał.
Wyczuwałam w nim małą irytację. No wybacz, ale nie ma spania.
-Chce już do domu.
Pokiwał głową i pomógł mi wstać, szliśmy w ciszy aż do samego domu.
Wszedł do środka, aby pożegnać się z rodziną po czym wrócił i odjechaliśmy.
-Dziękuję, że mnie tu przywiozłeś. Jaki był cel, tej wycieczki?- usiadłam wygodnie.
Opalił silnik i wjechał na jezdnię, włączył radio.
-Musi być jakiś cel?- kierował skupiony.
Kiwnęłam, wpatrując się w jego profil.
-Chciałem spędzić fajnie z tobą czas.- wyłączył radio.
Uśmiechnęłam się.
-Udało ci się mój drogi.- zagruchałam.
Zaśmiałam się cicho i oparłam głowę o szybę.
Droga nie dłużyła mi się jak na samym początku, myśląc o samych przywilejach tej podróży odpłynęłam w daleki sen.
-Alice.- poczułam szturchniecie.-Ej.
Jęknęłam głośno i zwróciłam całą swoją uwagę na niebieskookiego.
-Jesteśmy pod twoim domem.- zwilżył wargi.- Chcesz jutro iść ze mną i z chłopakami na pizzę?
Zmarszczyłam czoło.
-Tak, przyjdźcie po mnie. Dziękuję za dziś.- nachyliła się i delikatnie musnęłam wargami policzek chłopaka.
Wysiadłam uśmiechnięta, założyłam torbę na ramię i pobiegłam do domu.
Coś przeczuwam, że czeka mnie niezły opieprz od strony siostry. Mam nadzieje, że wysłucha moich argumentów i nie zakaże mi czegokolwiek. Już raz mieliśmy podobną sytuację. Nie zbyt przypadło mi do gustu siedzieć całymi dniami w domu.






=======================================================================
Witam!
Jest 26!
Mam nadzieje że podoba wam się rozdział.
Nico opóźniłam dodanie, ale nie miałam wolnego czasu na napisanie go.
Piszcie opinie!
Dziekuje za wszystko x
Do nn! :)
Kocham was
Piszcie user w komentarzach!


sobota, 8 listopada 2014

XXV rozdział.







Muzyka >KLIK<


Gdybym darzyła Luke'a tym samym uczuciem co miesiąc wcześniej, nie zaciągnęłabym go do wesołego miasteczka. Może i nie okazuje żadnych emocji i jest oziębły, ale jest coś co pozwala mi widzieć w nim jakaś dobrą rzecz. Ona sprawia, że Luke w moich oczach staje się inną osobą, rozpromienioną i cieplejszą.
-Alice! Ja nie chce tam iść.- stęknął.
Z uśmiechem spojrzałam na chłopaka.
-Sh. Będzie fajnie.- ciągnąc go za rękę przekroczyliśmy bramy miasteczka.
Puściłam jego dłoń i podbiegłam do kolejki górskiej.
-Luke! Tutaj!-krzyczałam.
Z dużej odległości widziałam jak przewraca oczami.
Ruszaj swój zgrabny tyłeczek blondyneczko.
-Wracamy.-mruknął.
Oburzona tupnęłam nogą.
-Ani mi się waż, masz mnie zabrać na kolejkę i karuzele. Teraz.- zacisnęłam pięść na błękitnej koszulce Hemmings'a.
Pokiwał głową.
-Dobrze, ale później idziemy do domu.- odrzekł poważnie.
Klasnęłam w dłonie. Uradowana objęłam rękoma szyje blondyna przytulając go.
-Dziękuje!- pisnęłam mu do ucha.-Chodźmy.- złapałam zimną dłoń Luke'a.
Rozglądałam się zachwycona, dokładnie przyglądając się wszystkiemu.
Dotarliśmy do kolejki, zerknęłam na nasze dłonie. Kąciki moich ust uniosły się minimalnie.
-Ile biletów?- zapytała pani w budce.
Uśmiechnęłam się do kobiety.
-Dwa poproszę.- niebieskooki podał brunetce banknot.
Otworzyłam ust, aby zaprzeczyć. Zmieszana zrezygnowałam z powiedzenia czegokolwiek.
Kiwnął w stronę siedzeń i pociągnął mnie obok siebie.
Usiadłam i złapałam poręcz.
-Tylko ostrożnie, dobra? Nie chce abyś wypadła, lub zwymiotowała.- zmarszczył nos.
Zaśmiałam się głośno i klepnęłam ramię chłopaka. Spojrzałam mu w oczy.
Zastanawiając się dłużej, to nie zawsze byłam zabierana do wesołego miasteczka, choć kocham to. To uczucie, że spadasz w dół lub wykonujesz salta. Luke zrobił to dla mnie, przyszedł tu ze mną - nie z własnej woli-. Ale jest i zgodził się na chwilową zabawę i pozbyciu się jakichkolwiek ograniczeń.
-Jedziemy.- chichotałam się cicho.
Maszyna ruszyła, wolno podjeżdżając do góry. Krzyki ludzi obijały mi się o uszy, westchnęłam, kiedy byliśmy na szczycie. Prędkość porwała nas w dół. Głuchy pisk, uciekł z moich warg. 
Po paru minutach zatrzymaliśmy się gwałtownie, otworzyłam oczy.
-Chodź.- położył rękę na moim biodrze i pomógł stanąć na nogi.
-Dziękuje.- kaszlnęłam.
Zawroty głowy ustały.
Starałam się hamować potrzebę złapania się kogoś, aby iść prosto. Przeważnie nie mam takiego stanu po zjechaniu z prawie 20 metrów. Ale jak się wyszło z formy i nie jest się dziesięciolatką. Czas płynie dalej, a my nie będziemy wiecznie młodzi, powinniśmy korzystać, z każdej danej nam chwili. Nie tracić zapału do lepszego życia, tylko działać aby było ono barwniejsze i dawało nam więcej szczęścia niż dotychczas.
-Mam dość.-szepnęłam.
Spojrzałam na neonowy napis "wata cukrowa", jęknęłam pod nosem.
Wróciłam wzrokiem do Luke'a.
-Proszę, taką małą.- dłońmi "zakreśliłam" kształt kuli.
Westchnął i skierował się do kolorowej budki.
Podreptałam za nim, stanęłam na placach i wyjrzałam za jego pleców.
Przeliczyłam się z tym, sądziłam, że jest nieco niższy. Mniej umięśniony i... Spojrzałam na szerokie barki chłopaka. Tak bardzo chciałabym, dowiedzieć się jaki jest, kiedy porywa go świat muzyki i zatapia się w swojej muzycznej poezji.
-Masz.- ocknęłam się widząc dużą kule waty cukrowej, przed nosem.
Złapałam drewniany patyczek i uśmiechnęłam się do blondyna szeroko.
-Dziękuje, ale nie zjem jej sama. Musisz mi pomóc.- oderwałam kawałek waty.
Słodki posmak zostawał w moich ustach, drażniąc zęby.
-Słodkie, bardzo.-krzywił się.
Zerknęłam na niego.
-Pierwszy raz ją jesz?- skubałam białą kulę.
Pokiwał głową.
Zaśmiałam się głośno i klepnęłam go w ramię.
To dziwne uważać, że osoba, która wydaje się aspołeczna może być tak urocza, nawet o tym nie wiedząc. Niektórymi raz przeraża mnie pewność siebie, Hemmings'a, wtedy jest taki sarkastyczny i bezpośredni, aż za bardzo.
-Macie jakieś występy w tym tygodniu?- wyrzuciłam patyk po zjedzonej wacie.
-Tak, w sobotę. Czemu cię to ciekawi?- uniósł brwi wpatrując się w moją twarz.
Wzruszyłam ramionami i otrzepałam dłonie.
-Jestem ciekawa. Sami piszecie teksty?
Szłam równo z nim, nasze ramiona otarły się o siebie.
-Tak, przeważnie wszyscy dajemy jakieś pomysły. Ale ja i Ashton piszemy ich najwięcej. Są różne, o miłości, dziewczynach. Takich mamy dużo.
Wydęłam usta.
-Cóż, masz jakąś ulubioną waszą piosenkę?
-Właśnie ją piszę.- uśmiechnął się patrząc na mnie.
Odwróciłam głowę i wlepiłam wzrok przed siebie. Nasze dłonie dotknęły się, delikatnie złapałam jego dłoń. Rumieńce wymalowały się na moich policzkach, czując jak splata nasze palce. Miliony motylków wypełniły mój brzuch. Przygryzłam wargę, zasysając ją do środka.
Moje dotychczasowe życie zmieniło się odkąd spotkałam go, daje mi codziennie jakaś nadzieje na nową przygodę, wprawia w stan, którego nie potrafię pojąć.
-Zawsze chciałem biec wśród tych tryskających wodą, jak to się nazywa?- zmarszczył brwi.
-Wiesz ta woda leci, sama nie wiem.- westchnęłam cicho.
Zaczął biec, ciągnąc mnie.
-Luke.- śmiejąc się biegłam za nim.
Znaleźliśmy się w środku wodnego "buszu ".
Rozłożyłam ramiona i kręciłam się wokół własnej osi. Mokre włosy przylepiły się do gorącego czoła, bluzka opinała każdy skrawek mojej skóry. Odnalazłam wzrokiem wysokiego blondyna, który stał tyłem do mojej osoby. Z rozpędu wspięłam się na plecy chłopaka i zacisnęłam uda na jego bokach, rękoma oplotłam szyje. Obracała nas to w prawo, to w lewo. Zamknęłam oczy, nasze piski i śmiech pokryły się. Podtrzymał moje uda rękoma. Wybiegł na suchą powierzchnię i zatrzymał się dysząc głośno.
-To było niesamowite.-westchnął nadal mnie trzymając.
W duchu cieszyłam się, że na moment oderwał się od szarej rzeczywistości. Stał się sobą, a nie kimś, kim wcale nie jest. Tak mi się wydaje. Może i nie mieliśmy dobrych relacji na początku, nienawidziliśmy się i prawie pobiliśmy. Plusową rzeczą jest, że sytuacja się zmieniła i kroczymy do tego, aby być bliżej niż dalej.
-Wracamy do domu.
Zeszłam na nogi i stanęłam przed nim.
-Lubię cię, Hemmings.- uśmiechnęłam się szeroko, ukazując zęby.
Z ust niebieskookiego zniknął uśmiech, przybliżył się i szepnął mi do ucha.
-Ja ciebie też, Lottery.








====================================================================
Witaam
Wybaczcie, że o tej porze.
Mamy 24!
Aw, aw tyle lalice!
Jak wam się podoba?!
Czekam na opinie, kochani!
Dziękuje za wszystko.
Do nn :) xx
Kocham was








niedziela, 19 października 2014

XXIV rozdział

Czytać notatkę!
========================================================================


Muzyka >KLIK<






Luke POV'S
Zaspany szedłem w stronę męskich toalet, gdzie czekali na mnie chłopaki z Daniel'em. Bez sensu byłoby iść na trzecią lekcje, skoro nie było się na dwóch pierwszych. Czemu nie chodzę do szkoły? To beznadziejne miejsce z zdesperowanymi nauczycielami, wyżywającymi się na uczniach. Uczą nas, sprawdzają i każą zachowywać się jak nie "my". Czy na tym to polega? Nie wydaje mi się.
Z hukiem otworzyłem drzwi od łazienki. Przy oknie stał Ashton, trzymający za kark tego idiotę. Obok Calum z Michael'em, bawiący się...Czy ja dobrze widzę? Calum ma na głowie stringi?
-Hood, błagam cię. Zdejmij to.- pokręciłem głową.
Rozejrzałem się dokładniej, wysoka brunetka dotrzymywała Irwin'owi towarzystwa.
-Lucy, co ona tu robi?-zmierzyłem dziewczynę wzrokiem.
Była przeciętna, jak wszystkie inne.
-Stoi.- roześmiał się czerwonowłosy.
Westchnąłem.
-Palili?-skierowałem się do Ash'a.
Pokiwał głową.
Dlaczego na samym wejściu nie wyczułem zapachu palącego zioła?
-Ej, Lukey, Musisz spróbować.- ciemnowłosy uśmiechnął się szeroko.
-Zamknij się. Nie po to tu jestem, macie z tym skończyć.-patrzyłem na nich.
Jak bezbronne szczeniaczki - skinęli. Hamowałem swoje rozbawienie i wróciłem do dawnej postawy.
-Skąd to macie? Kupiliście?-przeskakiwałem po ich twarzach wzrokiem.
Przecząco kręcili głowami.
-Ten koleś trochę miał, podzieliliśmy się.- odrzekł Cal.
Prychnąłem cicho.
-Tak więc Daniel, zabawimy się. Co ty na to?- uniosłem brwi i podszedłem do blondyna.- Następnym razem panuj nad ciśnieniem w gaciach.- szepnąłem mu do ucha i wycelowałem pieść w jego tors.
Jęknął głośno i skulił się.
Irwin pozwolił mu opaść na kolana.
-Robimy spłuczkę!- klasnął w dłonie Mike.
Kącik moich ust uniósł się.
-Ona ma o niczym nie wiedzieć.- wypalałem dziurę w głowie Lucy.
Szybko kiwnęła nią i przysunęła się do Ash'a.
Złapałem w dłoń kurtkę Routh'a i wepchnąłem go do kabiny.
-Nauczymy cię szacunku.- warknąłem.
Po sekundzie głowa chłopaka znalazła się w muszli klozetowej.
-Calum, Mike! Ruszcie się!- krzyknąłem.
Kucnęli po obu stronach blondyna.
-Spłuczka Calum.- zerknąłem na niego.
-Robi się, szefie.- wykonał wojskowy ruch i spłukał wodę.
Idiota zaczął się wyrywać, zastąpił mnie Ashton.
Moja koszulka od połowy torsu był przesiąknięta wodą, odczepiłem ją od skóry.
Skrzywiłem się i burknąłem pod nosem.
Nienawidzę mieć czegoś mokrego, to obrzydliwe uczucie. Wszystko przykleja się do ciebie i sprawia dziwny zapach.
Zmierzwiłem włosy. Do moich uszu dotarła kłótnia Michael'a i Hood'a.
-No nie wiem Cal, jak patrzę to nie wydaje się duży.- kręcił zrezygnowany.
-Jesteś ślepy, to mój pyton! To tabu, którego nie zdradzam.- oburzył się i założył ręce na klatce piersiowej.
Wywróciłem oczami.
Ta sama gadka. Który ma większego, co kto ma lepsze i tak dalej...Aż przerażające jest to, że jesteśmy w jednej kapeli. Fascynuje prawie każdego, iż Cal na scenie to normalny nastolatek, a po za nią to...Dłuższa historia.
Chlust wody przypomniał mi gdzie się znajduje. Leżący na ziemi Routh, sprawiał wrażenie nieżywego.
-Ty, on oddycha?- brunet z loczkami uklęknął przy nim.
Wzruszyłem ramionami.
-Nie wiem, to wy się z chłopakiem bawiliście.- Lu kucnęła obok Irwin'a.- Żyje.
-Ogarnijcie to, ja spadam na lekcje.- wziąłem plecak i wyszedłem z pomieszczenia
Poruszałem materiałem aby szybciej sechł, ale to i tak nie wpływało na przesiąkniętą koszulkę.
Poczułem uścisk na ramieniu i zaraz znalazłem się przypięty do ściany.
-Wiewiórka.- uśmiechnąłem się na widok Alice.
Przewróciła oczami i zacisnęła dłoń na mokrym materiale.
-Gdzie byłeś?! Szukałam cię, jak mogłeś nie przyjść i mnie tu zostawić.- stanęła na placach, aby była mniejsza odległość między nami.
Nachyliłem się nad blondynką, nasze czoła delikatnie się stykały.
-Przesadzasz wiewiórko.
Zmarszczyła brwi.
-Jaka wiewiórka? O co ci chodzi?- wypaliła.
Zaśmiałem się cicho. Spojrzałem na jej policzek.
-Boli?
Zacisnęła usta.
-Teraz cię to interesuje?- spytała aroganckim tonem.
Pokiwałem głową.
Zawsze się zastanawiałem dlaczego jestem, hm taki "uległy"? Spokojny i zatroskany w stosunku do niej. Jej osoba przyciąga mnie jak magnes, wtedy kiedy tego nie chce. Zbiera mnie w inny wymiar i składa z zupełnie innych części, cieplejszych części. Zawraca moje brudne myśli i zamienia je w popiół. Ale to nie jest do końca to czego chce i oczekuje. Nie potrzebuje szczęścia, nie na tym mi zależy. Pragnę sukcesu, jestem perfekcjonistą i dążę do swego celu. Chce zaistnieć w świcie muzycznym, bez złych wspomnień.
-Do zobaczenia w klasie.-wyrwałem się co spowodowało porwanie bluzki w wilgotnym miejscu.
-Cholera.- mruknąłem.
Wielka szrama odkrywała kawałek mojego brzucha i kość biodrową.
Nie pokaże się tak na lekcji, uzna mnie jeszcze za dzikusa, który uciekł z buszu i szuka zaczepki. Nauczyciele to tępaki, patrzący na umiejętności swoich pupili.
Złapałem Calum'a, który stał oparty o ścianę i gawędził z jakąś laską.
-Stary, potrzebuje ubrania.- mruknąłem pod nosem.
Odchrząknął.
-Mamusia ci Hemmings nie wyprała?- zaśmiał się.
Spojrzałem na przyjaciela wrogo.
-Mam coś, ale może być za małe w barkach.- wyjął z plecaka T-shirt.-Teraz na kolana i całuj mi stopy pałko.- pełne usta czarnowłosego wykrzywiły się w uśmiechu.
Czy on nazwał mnie pałką? Przeważnie Hood jest mądrym chłopakiem i nie wypowiada takich bez namiętnych słów, ale ostatnimi czasy stał się za grosz nie miejący inteligencji dzieciakiem. Jak i Mike, ten tak samo, przed wczoraj na próbie starał się założyć na swoją głowę prezerwatywę. Tylko ja i Ashton, zostaliśmy tymi "myślącymi". Spodziewamy się apokalipsy jeżeli głupota oby dwóch się nie zmieni.
-Pałką, to ty zaraz w łeb dostaniesz. Idź lepiej pasemko żółte zmyj, to jeszcze nie Wielkanoc.- warknąłem i podążyłem w stronę łazienki.
Dzisiejszy dzień tak szybko się nie skończy, a na pewno nie nudno.
Ubrałem suchą bluzkę, przeszedłem przez korytarz. Usiadłem na swoim miejscu w klasie, gdzie miała się odbyć fizyka.
Wyjąłem wszystko i rozłożyłem się na krześle, odchyliłem głowę do tyłu i zamknąłem oczy.
Po paru sekundach na mojej szyi pojawiła się lodowata ciecz.
-Nie zostawiaj mnie samą na środku korytarza, plancie.- do mojego ucha dotarł głosik Lottery.
Otworzyłem oczy i ujrzałem ją.
-Ups.- wlepiała wzrok w przesiąknięty wodą materiał, przygryzła wargę.
Wywróciłem teatralnie oczami.
Dwa razu w dniu dostać wodą, to nie lada wyzywanie. Pechowy wtorek Luke'a zaliczony.
-Świetnie.- odrzekłem.- Zejdź mi z oczu blond wiewiórko.
Zachichotała i poczochrała moje blond kosmyki.
Cmoknęła ustami i poszła na miejsce.
Intrygujące, jakby to zrobiła jakkolwiek inna dziewczyna to wydarłbym się na nią lub zrobił coś o wiele gorszego.
-Witajcie.- nauczyciel usiadł na skórzanym fotelu.-Wyciągnijcie kartki, sprawdzę wasze umiejętności.
Parsknąłem, patrząc na tego skrzata w okularach. Nie mam ochoty i zamiaru pisać idiotycznych równań, które mam w "małym paluczku". Sam mógłby zrobić sobie sprawdzian, bo nie wydaje mi się, aby cokolwiek wiedział o naszym dotychczasowym dziale.
-Luke. Proszę wyjąć kartkę.- przemówił spokojnym tonem.
Wzruszyłem ramionami i założyłem ręce na klatce piersiowej.
-Umiem to i dobrze Pan to wie. Bez sensu abym to pisał.-przygryzłem środek policzka.
Pan Red westchnął i zdjął okulary.
-Musze ci wpisać jakąś ocenę, wyjmij kartkę i pisz.- czyścił szkiełka.- Teraz.
Zacisnąłem mocno usta, kolczyk wbił się w moją wargę.
Wyjąłem papierek i zapisałem pytania, po paru minutach podszedłem do jego biurka i położyłem kartkę. Wróciłem po swoje rzeczy i z hukiem opuściłem klasę.
-Szmaciarz.-kaszlnąłem.
Zbliżałem się do wyjścia, kroki stawiałem większe.
-Luke! Czekaj!- piskliwy głos rozbrzmiał w całej szkole.
Wypuściłem powietrze i bezgłośnie powiedziałem "Boże, dlaczego?!".
-Czego? Blond wiewiórko.- spojrzałem na Alice przez ramię.
Kosmyk włosów grzywki schowała za ucho.
-Nie mów tak na mnie. Gdzie idziesz?
-Do wesołego miasteczka, pojeździć samochodzikami.- wypowiedziałem sarkastycznie.
Klasnęła w dłonie uradowana.
-Idę z tobą.- pociągnęła mnie za dłoń.
Czy mój sarkazm jest aż tak mało wyczuwalny? Nienawidzę wesołego miasteczka. Wyobrażałem sobie nieco inaczej spędzenie tego dnia.






======================================================================




Witam!
Mamy 24!
Dzieje się, oj dzieje.
Jak wam się podoba?
Mam nadzieje, że mi wyszedł :)
Liczę na wasze opinię.
Mam nadzieje, że zobaczę o wiele więcej komentarzy niż pod poprzednim rozdziałem.
Piszcie usery jeżeli chcecie być powiadamiani.


Dziękuję za wszystko.
Liczba wyświetleń jest duża, ilość komentarzy także.
Dziękuję!
Kocham was!
Do nn :) xx